środa, 20 kwietnia 2016

[00] It's just the beginning.

Siedziałam przed wielkim lustrem w pokoju hotelowym, wpatrując się w moje odbicie. Za chwilę miała nastąpić najgorsza rzecz na świecie. Musnęłam usta błyszczykiem i odeszłam od stolika. Przeszłam pod wielkie okno. Lekko odsłoniłam białą firankę i wyjrzałam przez szybę. Mnóstwo ludzi stało pod budynkiem. Zachowywali się dość cicho jak na fanów. Odpowiadało mi to. Uwielbiam ich, ale ciągłe krzyczenie nawet najbardziej spokojną osobę doprowadzi w końcu do szału. Po pokoju rozległo się pukanie. Doskoczyłam gwałtownie do łóżka i wydusiłam ciche "Proszę".
-Ariana, błagam, co Ty robisz? - zapytała Caroline, gdy zobaczyła moją minę. 
-Czekam na karę, choć nie wiem czym sobie na nią zasłużyłam.
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. To żadna kara. Taki jest showbiznes, wszystko musi się kręcić i oddziaływać na siebie. Zrozum, sześć miesięcy i jesteś wolna - nie zdążyłam nic odpowiedzieć, ponieważ znowu ktoś zapukał. Tym razem byłam już pewna. - Zapraszamy! - krzyknęła Caroline. Nie chciałam wyjść na gbura, więc przybrałam uśmiech na twarz, starając się, żeby nie był zbyt mocno przerysowany. Do pokoju weszło dwóch mężczyzn. Ale nie było jego. Pierwsze, co przyszło mi na myśl to, to że się wycofał. Kamień spadł mi z serca. 
-Justin za chwilę dojedzie. Utknął w korkach trzy ulice stąd. 
-Oczywiście, nie ma problemu. Możemy zatem dogadać się już wstępnie co do warunków, oni później przeczytają i podpiszą - zasugerowała moja manager. Scooter kiwnął głową i przeszli do saloniku. Zostałam sama z Alfredo. Patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Znaliśmy się, jego lubiłam. Był zupełnie inny niż Justin. Nasz kontakt ograniczał się jednak tylko do jakichś przypadkowych spotkań. 
-Nie pasuje Ci taki układ, co? - usiadł obok. Zgodziłam się ruchem głowy. - Rozumiem, Justin to trudny człowiek, ale jeśli się go pozna to na prawdę fajny gość - westchnęłam tylko. - Będzie dobrze mała - Alfredo do każdej dziewczyny mówił mała, nie wiem skąd mu się to wzięło, ale nie przeszkadzało mi to, wtedy faktycznie czułam się jak mała dziewczynka. Nagle do pokoju wpadł blondyn z koczkiem samuraja. Mina zrzedła mi od razu. Wszedł bez pukania, jak gdyby ktoś mu pozwolił na taki brak szacunku. W tym samym momencie z salonu wyszła Caroline ze Scooterem.
-O, Justin, dobrze, że już jesteś. Czytajcie, podpiszcie i na dziś to będzie tyle - dostaliśmy kartkę papieru, na której nasi managerowie spisali umowę na naszą ustawkę. - Jutro wyjdziecie na pierwszy wspólny spacer, powiedzmy o 12, pasuje? - czytałam wszystko uważnie, aż w końcu zdecydowana, że jest tak jak miało być, poprosiłam o długopis.
-Nie pasuje - stanowczo odparł blondyn. Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
-Jak to nie pasuje? Wszystko jest tak, jak się umawialiśmy, nie rozumiem - odparłam.
-Nie jest - burknął i zwrócił się do Scootera. - Mówiłeś o roku, a nie sześciu miesiącach. Co to ma być? Ja się, kurwa, inaczej umawiałem! - zaczął krzyczeć. Wiedziałam, że jest impulsywny i szybko się złości, ale nie myślałam, że aż tak.
-Justin, uspokój się, doszliśmy do wniosku, że nie potrzeba więcej czasu niż pół roku...
-To chyba ja lepiej wiem, ile czasu mi potrzeba, nie uważasz? Rok, albo nie podpisuję - Caroline popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. Nie było co się kłócić i tak wyszłoby na jego. Kiwnęłam tylko głową na znak, że się zgadzam. Justin uśmiechnął się tryumfalnie. Zmienili umowę i po podpisaniu wyszli.
-Do jutra Księżniczko - rzucił na odchodnym blondyn, a na jego twarz wszedł szyderczy uśmiech. Gdy tylko drzwi się zatrzasnęły, opadłam na łóżko:
-Już mam dość, a to dopiero początek.

***

Cześć! Witam Was serdecznie na moim nowym fanfiction o Justinie i Arianie. Zapraszam Was do obserwowania i czytania. Rozdziały będą pojawiać się raz na tydzień. Chciałam również zaznaczyć, że wszystko tutaj jest fikcją, nie wiem jak naprawdę wygląda dogadywanie się o tak zwane ustawki między gwiazdami, ja wymyśliłam sobie taką formę. :)
Do następnego! ♥